Zamieszkać, przebudować i być szczęśliwym

Pszczoły i inne robaki - echa Światowego dnia Pszczoły w naszym ogrodzie

Niedawno obchodziliśmy Światowy Dzień Pszczoły. Przypada on 20 maja (w Polsce mamy dodatkowo Wielki Dzień Pszczół - 8 sierpnia).
Z tej okazji przyszedł mi do głowy pewien pomysł, z którym nosiłam się już jakiś czas. Chciałam wstawić do ogrodu domek dla robaków. Odpaliłam pewien portal zakupowy i wyszukałam. Cudowny, idealny, duży domek. Od razu wiedziałam gdzie go wstawię, między które kwiaty i wtedy zobaczyłam też jego cenę - prawie 400 złotych...

Postanowiliśmy zbudować domek sami, na bazie tego, który znaleźliśmy w Internecie. 

Do budowy użyliśmy dwóch skrzynek po jabłkach. Jednaj mniejszej, o wysokości 3 desek i drugiej większej czterodeskowej. Mniejsza skrzynka została pozbawiona dna a jej boki posłużyły nam za ramę. Z usuniętego dna zrobiliśmy półki dzielące domek na kondygnacje. Drugą skrzynkę wykorzystaliśmy do zbudowania dachu.

Kolejne piętra wypełniliśmy (od dołu) nogami z europalet, bambusowymi patyczkami, kawałkami kory, patykami średniej grubości z jałowca, szyszkami, cienkimi patyczkami z hortensji, grubszymi patykami jałowca i orzecha. 
Wszystko mieliśmy w domu i w ogrodzie, nie wydaliśmy na te rzeczy złotówki. Patyki bambusowe były z odzysku z instalacji, którą robiliśmy na firmowym wyjeździe integracyjnym, szyszki przyniesione ze spacerów. Jedyny koszt jaki ponieśliśmy to rolka siatki (około 30 zł), której użyliśmy jako zabezpieczenie i czas niedzielnego popołudnia.
Domek stoi na pieńku pomiędzy floksami i tawułami japońskimi. Za około 2 tygodnie zaczną kwitnąć tawuły trochę później floksy. Jedne i drugie są kwiatami długo kwitnącymi, do końca lata. w ich pobliżu rosną też hortensje które kwitną do późnej jesieni. 
Mamy nadzieję że to zwabi trzmiele i pszczoły murarki.

Dbajmy o owady zapylające. Od nich zależy los całej Ziemi.
Kateryna Zelenska
tattoozelenska



Dla ciekawskich polecam następujące publikacje:
Atlas pszczół - bardzo dobre opracowanie, nowe, z 2019 roku, 25 gatunków pospolitych polskich zapylaczek i zapylaczy
Wielki dzień Pszczoły - materiały edukacyjne, także dla dzieci
Justyna Kierat - ilustracje - piękne ilustracje także o pszczołach, w tym książka o pszczołach

Nocny śpiewak

Pamiętacie Tuwimowe strofy o Spóźnionym Słowiku?

"(...) Nagle zjawia się pan słowik, poświstuje, skacze...
"Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!"
A pan słowik słodko ćwierka: "wybacz, moje złoto,
Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą!"



Zupełnie nie wiem czemu ptaki śpiewają w nocy. Mam jednak taką romantyczną wizję tego procederu. Bo tak, one przecież nie widzą po ciemku, nie latają w tym czasie, ale śpiewają. Od 2:00. To przecież ciemna noc i wszyscy wtedy śpią, oprócz ptaków. I teraz śpiewają samce, to musi być po coś. ktoś mi powiedział ostatnio, że to dlatego, że każdy chce być pierwszy. No nie wiem. Każdy chce być doceniony, to na pewno, każdy też potrzebuje miłości. Tak. One śpiewają z miłości, bo po co innego śpiewałyby o 2, 3, czy 4 nad ranem... O 5 już jest taki ruch w interesie, że wtedy to one ustalają menu na cały dzień, wyznaczają swoje terytoria, kłócą się z sąsiadami, ale o 2:00 na bank śpiewają z miłości.

.
Dobrego dnia!

Ostre cięcie

Zainspirowana kilkoma dyskusjami ze znajomymi ogrodnikami postanowiłam się podzielić swoim doświadczeniem. Co tniemy, kiedy tniemy albo dlaczego nie tniemy.

Lilaki zwane bzami.
Tniemy je po kwitnieniu, kiedy kwiaty zwiędną, przyschną i zawiążą się nasiona. Jest to początek lata. Dlaczego? Dlatego, że bez już jesienią zawiązuje pączek zimowy w którym są ukryte zalążki kwiatów na kolejny rok. jeśli obetniemy gałęzie późnym latem lub jesienią te pączki nie powstaną i w kolejnym sezonie bez nam nie zakwitnie. Nie obcinamy też bzu na wiosnę przed kwitnieniem z tych samych powodów.

Hortensje ogrodowe.
Ten rodzaj hortensji kwietnie na pędach dwuletnich. Ja odcinam kwiatostany jesienią, ale można to zrobić wczesną wiosną, choć moje doświadczenie pokazało, że jak obetnę je jesienią to latem i kolejnej jesieni kwiatów jest więcej. Dlaczego? Właśnie ze względu na pączek zimowy który wykształca się już na zimę i wiosną kiedy hortensja wypuszcza liście na górze pędu mamy od razu zalążek kwiatów, dlatego gdy już mamy na pędach listki nie obcinamy ich.

Hortensje krzewiaste i bukietowe.
Inaczej się ma cięcie w ich wypadku im lepiej je wiosną przytniemy tym lepiej będzie nam kwitła. Mam jeden duży krzew hortensji, który kwietnie od lipca do listopada non stop. Odcinam kwiatostany jesienią a potem wiosną wszystkie słabe pędy w połowie długości i około 20 cm na silnych pędach.

Magnolia.
Każdy Wam powie, że nie tniemy magnolii. Ja swoją obcięłam od góry dzięki czemu korona się dopełniła a samo drzewo kwietnie dużo bardziej obficie. Jeśli planujecie ją przyciąć, prześwietlić, zróbcie to w chwili gdy kwiaty zaczynają przekwitać a listki wyrastają, wtedy nowe gałązki które urosną zdążą wykształcić pączki zimowe i drzewo pięknie zakwitnie kolejnej wiosny.

Poniżej dodaję kilka zdjęć wymienionych roślin z mojego ogrodu. Bez kwitnący oraz młode zalążki z kwiatami zaraz po rozchyleniu się listków z początku kwietnia, hortensje wszystkie moje kolory, oraz otwierający się pączek oraz magnolia w roku po cięciu i przed cięciem.






Orion

Z okna w sypialni widzę Orion, to mój ulubiony gwiazdozbiór. Już za kilka dni przestanę go widzieć, bo choć nie zniknie z nieba będzie wschodził w ciągu dnia, więc stanie się niewidoczny. To takie jego wakacje. Kiedy znów pojawia się w moim oknie, wiem, że przyszła już jesień i że nieuchronnie nadejdzie też zima. Kiedyś mój znajomy opowiedział mi legendę o Orionie zupełnie inną niż te powszechnie znane.
Dawno, dawno temu w pewnej zamożnej rodzinie urodził się chłopiec, wyrósł na postawnego mężczyznę, rodzice niczego mu nie żałowali, dobrze go wykształcili i nauczyli bycia dobrym człowiekiem. Mężczyzna robił karierę, był sławny i bogaty. Pewnego dnia wrócił w swoje rodzinne strony by odwiedzić rodziców, wtedy spostrzegł, że są już starzy i nie mogą się sami poruszać. Zrobił dwa duże kosze i od tego dnia wszędzie nosił swoich rodziców, w jednym koszu ojca, w drugim matkę każde na jednym ramieniu. Był zmęczony, ale nie opuszczał ich, bo wiedział, że to dzięki nim osiągnął wszystko. Codziennie modlił się do boga o zdrowie dla nich i siły dla siebie. Pewnego dnia jednak zachorował i nie mógł już nosić swoich rodziców po świecie. Wtedy dobry bóg postanowił wynagrodzić mu tę ciężką pracę i przyszykował mu miejsce na niebie tuż obok siebie. Ponieważ mężczyzna ten bardzo kochał swoich rodziców to bóg pozwolił mu zabrać ich ze sobą. To jest właśnie pas Oriona. Trzy gwiazdy w centralnej jego części.
Pamiętajcie o swoich bliskich. O ludziach dzięki, którym jesteście tacy jacy jesteście. Mądrzy, odważni, dobrzy. Pochylajcie się w ich stronę. Nie zapominajcie. Ja czasem zapominam, a wtedy patrzę w niebo i Orion tam jest. Trwa na staży rodziny.

Wiosenne przebudzenie

Przepraszam.
Chyba od tego powinnam zacząć. Całą jesień i zimę zaniedbywałam blog. Chociaż dom wygląda coraz lepiej :) jednak o tym będzie innym razem.

Jesień, zima i początek wiosny, który bardziej przypominał zimę niż wiosnę minął nam na oczekiwaniu. Czekaliśmy na nasze trzecie maleństwo. 19 kwietnia przyszedł na świat nasz drugi synek. Ten rok będzie nam obfitował w zmiany, a dokładniej one stale się dzieją. Nasza córeczka idzie do szkoły. To jest jej wielkie marzenie. Ona już nie chce chodzić do przedszkola, wczoraj rozpłakała się, że wakacje trwają 2 miesiące i będzie musiała tyle czekać...  Starszy synek idzie do przedszkola. Nie chce już chodzić do żłobka. Wraz z rozpoczęciem okresu ogródkowego mały gospodarz kopie, sieje, sadzi, plewi i przycina pod moim czujnym okiem. Mówi, że w żłobku jest "niefajnie", bo nie można sadzić...

Przedłużająca się zima odcisnęła się piętnem na naszym ogrodzie.
Magnolia, która zakwitła w tym roku bardzo obficie, ale miała kwiaty, raptem kilka dni, Najpierw padał deszcz, potem śnieg i przyszedł mróz. Kwiaty szybko zbrązowiały i opadły. Zmarzły też hortensje, chociaż wygląda na to, że część z nich zakwitnie.

Warzywniak też późno obsiewałam, bo najpierw byłam w szpitalu, potem spędzaliśmy czas razem w domu. Ogórki siałam trzy razy. Za pierwszym razem zmarzły, za drugim razem Leo wykopał je koparką i nie dało się ich uratować, za trzecim razem częściowo wykopał je pies, więc jak powiedziała moja koleżanka chyba nie są mi pisane w tym roku. Pomidory i papryki za to kwitną pięknie. Czerwienią się truskawki, poziomek będzie też sporo.

Na rabatach kolorowo. Wspaniale zakwitły łubiny i hibiskusy. Róże też już szaleją, dobrze przycięte będą kwitły bardzo długo. Choć trzeba poświęcić im dużo uwagi ponieważ jest plaga mszyc. Zresztą mszyce obsiadają nie tylko róże. Dopadły kalinę, milin, lubczyk a nawet koperek w warzywniaku.

W planie mam zbudowanie skalniaka. Czekajcie na relację!

Kurz i pył. Remont

Remont. Remont trwa i trwać będzie jeszcze kilka lat, kurz się sypie, końca nie widać. Zaczęliśmy od modernizacji ogrzewania, przechodząc z elektrycznego na solarne. Z mojego punktu widzenia to wygląda tak. Kaloryfery zdjęte, ściany rozprute, rury powycinane, inne rury rozprowadzane. Kurz, kurz i gruz. Ale zdecydowanie warto. Nie wzięliśmy kredytu na solary, bo w ostatecznej kalkulacji wyszło nam, że to się nie opłaca tak bardzo przy zakupie dwóch paneli. Kredyt jak kredyt, wiadomo, milion dokumentów trzeba załatwić i tak trzeba najpierw zapłacić, żeby dostać zwrot no a raty trzeba płacić...
Zrobiłam krótkie nagranie tego jak wygląda pokój dziecięcy. Nagranie jest z lipca, dziś jest jeszcze bardziej rozpruty, ale od czwartku rusza tam moja ekipa remontowa z pracami, więc będzie dobrze. Nie omieszkam pochwalić się efektem końcowym. 


Remontowanie starego domu wymaga czasu, cierpliwości i niestety pieniędzy. Jakoś idziemy z tymi pracami do przodu, ale wszystkiego, co było zaplanowane, nie uda się zrobić w tym roku. Dużo utrudniają urzędowe procedury, np. czas oczekiwania na wydanie zgody na wycięcie drzew, które nie są nasze, ale rosną za naszym ogrodzeniem to 180 dni, 30 dni gmina, 30 dni powiat i 120 dni Główna Dyrekcja Dróg... Dodam, że drzewa są uschnięte i nie jest to jakiś nasz kaprys... Wydanie Warunków Zabudowy to 90 dni a formularz taki, że samemu nie sposób go wypełnić, trzeba to zrobić razem z architektem. (Tomek uważa, że powinno się pisać podanie: "Proszę o wydanie WZ, działka nr..." a nie spowiadać się z tego co się chce zrobić, żeby pół Mazowsza się zastanawiało czy można na planowaną inwestycję wydać WZ czy nie). Człowiek by chciał wszystko zrobić od razu, ale praktyka pokazuje, że trzeba sporo się nachodzić i naczekać. Na szczęście nie spieszy nam się. Do emerytury skończymy na pewno.

Konfitura z płatków róży i o różach słów kilka.

Posiadanie starego ogrodu mnie zachwyca. Stare, duże drzewa i krzewy oraz kwiaty, które nasadzono wiele lat temu a ciągle uwodzą. Piwonie, hortensje i róże. Róże jesienią starannie poprzycinałam. Nie było dokładnie wiadomo, które są żywe, bo były całe zarośnięte dzikim winem, które dusi i zabija inne rośliny. Dzikiego wina już nie ma. Większość róż odżyła, w tym dzika róża, która wspaniale pachnie i przypomina mi nadmorskie wydmy, rogaliki utopce mojej babci i mamy oraz pączki.
Ten zapach skłonił mnie do tego, żeby zrobić konfiturę z róży. Nigdy wcześniej jej nie robiłam, bo nie miałam dostępu do płatków różanych, ale pamiętam jak babcia ją robiła gdy byłam małą dziewczynką. Przepis trzeba było trochę odkurzyć, ale jest i chętnie się nim podzielę, bo to najłatwiejszy przepis świata.
Zebrałam płatki róży, niektóre wcześniej i te trzymałam w lodówce. Można je umyć, ale trzeba dać im spokojnie wyschnąć. Oczyściłam je i poodcinałam białe końcówki. Nie trzeba tego robić, ale białe końcówki dodają konfiturze lekkiej goryczki. Chciałam żeby moja była słodka i delikatna w smaku.
Oczyszczone płatki zważyłam i wsypałam do makutry. Zasypałam je dwa razy większą ilością cukru niż ważyły. Czyli, jeśli mamy 100 gram płatków, dodajemy 200 g cukru. Dodałam sok wyciśnięty z cytryny i zaczęłam ucierać. Trzeba to robić tak długo, aż masa będzie gładka. Cukier musi być niewyczuwalny. Całość przełożyłam do wyparzonego słoika zakręciłam i gotowe!
Na koniec jeszcze kilka słów o różach (choć może będzie o nich jeszcze mały tutorial). Mszyce lubią róże. Jeśli planujecie zrobić konfiturę, a róże musicie opryskać, to zróbcie to zanim one rozkwitną. Dodatkowo, dla bezpieczeństwa, użyjcie środka, którego można też używać do drzewek owocowych. Inne środki są bardzo toksyczne, wnikają w strukturę rośliny i zatruwają ją dla mszyc, ale też dla ludzi, w tym także płatki, bo środek długo się uwalnia i krąży w łodygach.

UWAGA! Do zrobienia konfitury możecie użyć każdej róży, która ma zdecydowany zapach, nie musi być wyłącznie dzika róża, choć ta jest oczywiście najsmaczniejsza. 

Zakładamy warzywniak

Nasza mała ogrodniczka chciała warzywniak. Do tej pory w tym ogrodzie nigdy go nie było, więc przedsięwzięcie zaczynałyśmy od zera. 
Najpierw miejsce.
Miejsce musi być słoneczne, ale też nie 100% patelnia. Jeśli to możliwe, warto by było osłonięte od wiatru. Nie dorobiłam się jeszcze szklarenki, więc pomidory, papryka, ogórki będą rosły bez osłony. One nie lubią silnego wiatru. Kiedy mamy już miejsce wybrane, trzeba się zastanowić ile go potrzebujemy, co będziemy siać i sadzić.
Następnie przygotowanie terenu.
Wybraliśmy miejsce w rogu ogrodu. Jest dobrze nasłonecznione, osłonięte parkanem. Przez większość dnia będzie tam słońce, choć poranne nie przypali niczego. Rosła tam trawa. Całość musiałam przekopać, zerwać darń. Powyrzucać kamienie, patyki i wyrwać korzenie. Jeśli pamiętacie, całe nasze ogrodzenie było porośnięte dzikim winem. Ono ma to do siebie, że ryje trawnik skuteczniej niż krety i wchodzi wszędzie... Wyrywania było sporo, ale po kilku dniach teren był gotowy. Postawiłam niewielkie ogrodzenie, żeby zatrzymać psa, choć żeby powstrzymać naszego psa, ogrodzenie musiałoby mieć z 1,5 metra...
Na to jaką mamy ziemie w ogrodzie nie mamy dużego wpływu, ale zawsze możemy ją poprawić. Naszą pomieszałam z kompostownikową oraz z nawozem. Kupiłam obornik granulowany, owczy. Jest 100% ekologiczny, nie pali upraw, nie niszczy, właściwie nie da się go "przedawkować", do tego nie śmierdzi. Czterolitrowe opakowanie wystarczyło na warzywniak i podsypanie krzewów owocowych, róż i innych roślin kwitnących. 
Wysiew.
Zaplanowałam już wcześniej jakie rośliny będziemy siać. Kupiłam nasiona. Buraczki, ogórki, cukinię, dynię, marchewkę, pietruszkę cukrową oraz pietruszkę naciową, różne rodzaje cebuli i szczypiorków, koperek, kolorową rzodkiewkę oraz tyczną fasolkę szparagową. Na naszym bazarku kupiłam sadzonki truskawek oraz ziół: tymianek, oregano, trzy rodzaje bazylii (zwyczajną, czerwoną i cytrynową), cząber, kolendrę, miętę, rozmaryn i lubczyk. 
W miejscu które wybraliśmy na warzywniak, rosła róża, jest dość stara i było już za późno żeby ją przesadzać, bo puściła już nowe listki. Okopałam ją dookoła. Na środku mamy, więc krąg trawy z różą na środku. Dookoła niej posadziłam zioła. Wyznaczyłam też sektory do siania, wydeptałam ścieżki pomiędzy. W kwietniu siejemy do gruntu warzywa korzeniowe. Rzodkiewki, marchewki, pietruszki, buraczki, cebulę. W maju ogórki, cukinię. Do specjalnych pojemników wysadziłam pomidory i paprykę. Mam też inne na ziemniaki, dynie, cukinie i ogórki.

Teraz czekamy. Deszcz skutecznie podlewa nam ogródek. 

Nocne ogrodu odsłony


Że jeże są to jeszcze w listopadzie donieśli mi sąsiedzi. Czy są nie byłam pewna na 100% do dziś!


Sadzimy, siejemy

Kiedy sadzić, kiedy siać to podstawowe pytanie ogrodników-amatorów takich jak my. W przypadku nasion, zwłaszcza tych z torebek, sprawa jest prosta. Na opakowaniach umieszczona jest instrukcja siania. Kiedy siejemy do rozsad, kiedy do gruntu. Trzymając się jej nie powinniśmy wysiać roślin za wcześnie. Wysianie ich kilka dni czy nawet dwóch tygodni później nie sprawi, że świat się zawali. Pamiętajmy też, że w różnych częściach naszego kraju mamy różny klimat. W górach ostrzejszy (tam siejemy trochę później), na nizinach łagodniejszy (siejemy zgodnie z rozpiską). Jeśli mamy nasiona, które sezon wcześniej pozbieraliśmy celowałabym w kwietniowe sianie w pierwszej połowie miesiąca. Na moim kuchennym parapecie wykiełkowały już pomidory, czekamy aż wzejdzie papryka.
Tymczasem bardziej od nasion zajmuje mnie temat sadzonek. Teoretycznie powinniśmy sadzić rośliny kiedy temperatura jest już ustabilizowana i nie ma mrozów. No właśnie, a kiedy jest ten czas w Polsce, w maju? Moim zdaniem to wróżenie z fusów. Ja posadziłam część roślin już w lutym. Tak, tak, własnie w lutym i zaraz wyjaśnię dlaczego. Opady deszczu były spore, ziemia była dobrze nasiąknięta i miękka. Temperatura nawet nocą była dodatnia. Aktualnie sypie u nas śnieg. Mocno. Zaczął po 17:00, teraz jest 23:00, jest go już co najmniej 10 cm. Nie ma dużego mrozu (-1). Od lutego do połowy marca rośliny dobrze się zakorzeniły. Dodatkowo wybierając szkółkę, w której zrobiłam zakupy, wybrałam tę położoną w górach, ich rośliny są lepiej dostosowane do mrozów, są zahartowane.
Prawdziwym wrogiem sadzonek, tak na prawdę, nie jest śnieg, jest nim mróz. Paradoksalnie śnieg może nam teraz pomóc, w dwojaki sposób. Po pierwsze nawadnia ziemię, po drugie, gdyby mróz przyszedł większy, powyżej 4 stopni, śnieg zabezpieczy rośliny, zadziała jak pierzyna. Rośliny jeszcze całkiem nie wystartowały z wiosennym przebudzeniem, nie powinny się połamać pod naporem mokrego śniegu. Wierzę, że dadzą radę z tym atakiem zimy.

Drzewa

Na stacji rosły wspaniałe, stare akacje (nazwa właściwa Robinia Akacjowa). Drzewa miały po około 70-80 lat. PKP postanowiła drzewa usunąć, ponieważ uznała, że stanowią zagrożenie dla pasażerów i ruchu kolejowego. Miasto odmówiło udzielenia zgody na wycinkę, więc panowie z PKP poszli do starosty pruszkowskiego. Starosta zgody udzieli na podstawie przepisu, który mówi, że chore drzewa można usuwać (bezkarnie). Drzewa wycięto nocą, cichaczem, bo jest teraz taka moda żeby zmiany wprowadzać w nocy
Moje zdjęcie peronu z drzewami na Instagramie polubił oficjalny profil Polskich Linii Kolejowych, po wycince wywołałam ich do odpowiedzi. Odpowiedź przyszła szybciej niż zdążyłam powiedzieć Instagram, więc była już gotowa na taką ewentualność. Odpowiedź brzmiała: wykonana 22 lutego na peronie stacji Piastów wycinka 5 drzew (robinii), rosnących zbyt blisko toru, wynikała z obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa pasażerów i ruchu kolejowego.
Termin usunięcia drzew został ustalony w godz.0.00– 3.00 tak, by nie utrudniać obsługi pasażerów na peronie i nie ograniczać ruchu pociągów. Wszystkie działania PKP Polskich Linii Kolejowych S.A. na terenie kolejowym w obrębie stacji Piastów są zgodne z prawem i uzyskanymi decyzjami, w tym decyzją Starosty Pruszkowskiego z 5 sierpnia 2015 r. zgodnie z ustawą o transporcie. Na konieczność wycinki drzew, ze względu na bezpieczeństwo pasażerów, wskazał również Urząd Transportu Kolejowego.
Dotychczas drzewa były przycinane, lecz - ze względu na bezpieczeństwo, konieczne było ich usuniecie. Wycinka drzew i inne prace prowadzone przez zarządcę infrastruktury są ograniczane do niezbędnego minimum, ale z przestrzeganiem obowiązujących zarządcę infrastruktury zasad bezpieczeństwa. Urząd Miasta oraz Burmistrz Piastowa na bieżąco byli i będą informowani o działaniach zarządcy infrastruktury. Podczas licznych spotkań podkreślaliśmy, że zakres niezbędnych prac wyznacza nie PLK, lecz prawo związane z bezpieczeństwem ruchu kolejowego. Władze nie biorą odpowiedzialności za stan drzew i ewentualne skutki wypadków jakie mogą spowodować w ruchu kolejowym. Tylko w tym roku, drzewa rosnące zbyt blisko torów spowodowały kilkadziesiąt sytuacji, w których uszkodzona została sieć trakcyjna i zablokowane pociągi, co powodowało opóźnienia składów na setki minut.

Dworzec jest pusty i smutny. Ławeczka stoi smętnie na asfalcie, bez cienia... Mieszkańcy w ramach protestu przyszli pożegnać się z drzewami i w weekend po wycince przynieśli kwiaty a dzieci rysunki drzew. Wszystko przymocowano do obrzydliwych ekranów dźwiękoszczelnych, które zostały szpecąc okolicę.
Sprzątanie peronu też odbyło się również nocą, a w czasie gdy kwiaty były na peronie podróżni wykonali setki zdjęć, które na pewno udostępnili.

Sami oceńcie wygląd peronu.

Nowa


Nie ma gorszego zwierzęcia na świecie niż człowiek. Nie ma. Nikt mnie nie przekona. Tylko człowiek potrafi krzywdzić inne zwierzęta dla zasady, z premedytacją.

Adoptowaliśmy psa. Jest z nami prawie 2 tygodnie. Nazywa się Alfa. Jest terieropodobnym mieszańcem z głową tuż ponad moim kolanem, ma osiem miesięcy i jest absolutnie wspaniała. Nie szczeka i nie wyje, nie robi nikomu krzywdy, pozwala by dzieci właziły jej na głowę, grzebały w jedzeniu i zabierały zabawki. Nie odstępuje nas na krok, ale jakby jej wcale nie było. Dzięki niej wszystkie zabawki są posprzątane bo jak nie to staną się na pewno jej zabawkami i nie przetrwają nocy. Buty też odstawione są zawsze na miejsce. Podłoga w domu jest odkurzana i myta 10 razy w tygodniu, bo przecież pies ma sierść. Same plusy.
Czy po takim opisie możecie uwierzyć, że kilka tygodni wcześniej ktoś też ją adoptował razem z jej siostrą a po 30 godzinach oddał wystraszoną i zahukaną. 
Nie wiemy co się stało, nie wiemy co zrobiły psy i co im zrobiono, ale przychodzą mi do głowy same okropne rzeczy. Alfa boi się schodów, boi się nowych miejsc i nowych ludzi a szczególnie mężczyzn. Boi się zapinania smyczy, hałasów na ulicy, szybkiego ruchu w jej stronę. Boi się drzwi. Po dwóch tygodniach mamy już pewne postępy z wchodzeniem i wychodzeniem z domu, ale na początku musiałam ją wynosić. Po dwóch tygodniach daje się pogłaskać Tomkowi choć nie bez strachu, na spacer nadal z nim nie wychodzi. Muszę powiedzieć, że najbardziej przeraża mnie ta smycz. Jak bardzo trzeba nią było stłuc psa, żeby przy każdym jej zapinaniu kulił się i wciskał w podłogę...
Pracujemy nad sobą i wiemy, że jeszcze dużo pracy przed nami. Bo są gorsze dni i lepsze. Nasikane w salonie czy zjedzona książka, ale mamy nadzieję, że Alfa choć już teraz bardzo szczęśliwa będzie za jakiś czas spokojniejsza, ufniejsza i bardziej otwarta.

Siostra Alfy, Zosia, jest w Domu Tymczasowym, ale mam wrażenie, że stanie się jej domem na zawsze. Obie zaś uratowała Pani Małgosia z Domu Tymczasowego dla Szczeniaków Judyta (Link do FB). Gdyby ktoś chciał i mógł ją wspomóc w ratowaniu psiaków to zachęcam.

#niekupuj #adoptuj

Ptaki i inne zwierzaki

Cytując klasyka: "Jest zima, to musi być zimno". Kiedy jest zima zwierzęta mają ograniczone możliwości najedzenia się. Wyjadły już z naszych drzew jabłuszka, jarzębinę i kalinę. Wyjadły to wszystko jeszcze zanim przyszły prawdziwe mrozy. Odwiedzają nas w ogrodzie głównie ptaki, ale przychodzą dwie wiewiórki i kuna. Poza tym przylatują sikory trzech gatunków, zięby, trznadle, dzwońce, czyże, gile, kwiczoły, wróble i mazurki, kosy, sójki, sroki, kawki, wrony i gawrony oraz para synogarlic. Wszystkich gości dokarmiamy dogadzając im w miarę możliwości.
Zimowa karma dla ptaków musi być sycąca. Najlepsze są ziarna olejowe: len, słonecznik, rzepak oraz inne nasiona grube: pszenica, żyto, owies, kukurydza, sorgo. My do naszej mieszanki dosypujemy jeszcze orzeszki ziemne niesolone, które są przysmakiem dla sójek. Oprócz sypania ziarna do karmników (mamy 2 karmniki), wykładamy na taras orzechy laskowe i włoskie, świeże mięso pokrojone w kostkę (dla drapieżników: sójek, srok) oraz wystawiamy wodę. Jeśli jest duży mróz woda szybko zamarza. Ptaki lubią się myć i pić rano, więc zawsze rano wodę mają świeżą. Woda jest bardzo ważna. 70% ptaków które giną zimą, ginie z pragnienia. One nie wiedzą, że śnieg to woda.
Rozwieszamy też słoninę i kule tłuszczowe z ziarnem. Te cieszą się szczególnym upodobaniem sikorek, chociaż wczoraj widziałyśmy jak kawka rozerwała siatkę, w której była kula tłuszczowa i całą zawartość zabrała ze sobą. Dla głodnego, nic trudnego. Kule i ziarno kupujemy na Allegro. 1 kilogram karmy z przesyłką to koszt około 1,8 zł, kula kosztuje 1 zł. Kupuję kule pojedyncze i sama je łącze drutem stalowym na dowolne długości.
Na dwa karmniki zużywamy 1 kg karmy przez maksymalnie 3 dni. Trzy kule starczają na 1,5 tygodnia. Jeśli decydujemy się na karmienie ptaków przez zimę trzeba to wziąć pod uwagę. Naszą stołówkę odwiedza dziennie kilkadziesiąt ptaków ku naszej radości. To są nasze papugi. Nasze zwierzęta prawie-domowe. Kota karmimy codziennie, ptaki też musimy, one się nauczyły stołować u nas i będą to robić całą zimę. Gdybyśmy przestali je karmić byłyby głodne.

*Zdjęcia ptaków pochodzą z portalu Ptaki Polski.

Sąsiedzi

Jesteśmy nowi w okolicy. Nowi zawsze wzbudzają zainteresowanie. Zaczęło się jeszcze zanim się wprowadziliśmy. W dniu odbioru kluczy poznaliśmy sąsiadów, którzy mieszkają za nami na sąsiedniej ulicy. Byliśmy podejrzani, bo po ciemku odczytywaliśmy licznik gazowy. Państwo Czujni, są bardzo mili a ich syn jest Lokalnym Radnym (nie pamiętam jak się nazywa, bo pięć razy powiedział, że nim jest zanim w końcu się przedstawił).
W pierwszą sobotę po odebraniu kluczy rzuciliśmy się na ogród. Nadal jest tam mnóstwo pracy, ale dziś przynajmniej widać trawnik, bo liście są zagrabione. Pracując na zewnątrz wystawiliśmy się na oczy wszystkich i wszyscy przychodzili do nas i się witali. Fajne to! Naprawdę fajne. Przedstawiali się, zostawiali numery telefonu. Bardzo sympatycznie nas przyjęli.
Mieszkamy tu już ponad miesiąc a ciągle ktoś się z nami wita. Nawet mieszkańcy sąsiednich ulic zaglądają, doradzają, informują nas o lokalnych "dobrach". Kiedy są dni targowe, że panowie którzy zabierają śmieci zielone z ogrodu, zabierają też gałęzie tylko trzeba je związać sznurkiem, gdzie jest dobra cukiernia i piekarnia. Jednak co jest dla mnie najmilsze to to, że obcy ludzie bardzo chwalą oczyszczony ogród. Chociaż nie wszystko jest skończone i nie wiem czy chociaż połowa jest zrobiona to chwalą, że widać, że pięknie, że czysto...
Muszę przyznać, że jest to dla mnie nowe doświadczenie. Mieszkając w bloku wymieniałam z sąsiadami "dzień dobry" w windzie i z większością na tym kończyła się moja znajomość. Znałam kilka mam z placu zabaw i moich bezpośrednich sąsiadów z piętra, ale mam nr telefonu tylko jednej sąsiadki a tu mam z całej ulicy.

"Jak dobrze mieć sąsiada,
Jak dobrze mieć sąsiada,
On wiosną się uśmiechnie,
Jesienią zagada..."

Wilki i druty

Prace w ogrodzie trwają. Pomimo mrozu, bo ten jest niewielki, działam. Ostatnio po 3-5 godzin dziennie w zależności od tego, ile Młody wytrzyma w wózku. Grabię liście i pakuję je w worki, wycinam i wyrywam dzikie wino z ogrodzenia. Moja wspaniała Pani Jadwiga zasugerowała bym, nie wywalała go w całości i tak też czynię. (Gdyby ktoś chciał poczytać bardzo ciekawy blog, bardzo ciekawego człowieka, to zachęcam do czytania Okiem Jadwigi. Pani Jadwiga jest wspaniałym, mądrym człowiekiem, który od wielu lat mi towarzyszy, dodatkowo nasze córki obchodzą urodziny tego samego dnia z tą różnicą, że córka Jadwigi mogłaby być moją mamą). Najstarsze pędy zostają wraz z częścią młodszych rozgałęzień. Resztę odcinam i zdejmuję, z płotu, drzew i krzewów. Praca jest podwójna, bo pnącze nasadzono na zewnątrz i od środka ogrodu. Spotkany w czwartek sąsiad zażartował, że do wiosny tego płotu nie oczyszczę. Może mieć rację. 
Wszystko wymaga pielęgnacji, niektóre rośliny większej inne mniejszej. Róże są zadbane widać, że były przycinane i pielęgnowane. Krzewy za to puszczono samopas i efekt jest taki, że gałęzie sięgające do ziemi w tę ziemię wrosły...
Krzewy można pięknie formować, chyba każdy się do tego nadaje. Jeśli przytniemy je odpowiednio jesienią na wiosnę będą i przez cały sezon będą zachwycać. Na start wycięłam wszystkie WILKI. Co to jest wilk? To taki pęd który rośnie prosto do góry, nie rozgałęzia się tylko gna do słońca. Takie gałęzie są dla rośliny zbędnym balastem. Rosną długie i bardzo wysoko tylko po to by chwycić dla siebie trochę słońca. Najczęściej mają mało liści więc nie przynoszą pożytku. Następnie zaczęłam odcinać gałęzie z dolnego pokładu, by na końcu przyciąć równo boki. Zanim coś wytniemy popatrzmy na roślinę z perspektywy i zastanówmy się jaki kształt chcemy jej nadać. To ważne. Nie tnijmy na pałę tylko z jednej strony, chyba że planujemy asymetrię, wtedy droga wolna, sekatory i piłki w ruch!
Tu dygresja. Jeżeli chcecie coś wyciąć (do zera) w swoim ogrodzie to nie możecie tego tak po prostu zrobić... Bezkarnie można wycinać drzewka owocowe, drzewa i krzewy młodsze niż 10 lat, drzewa, których obwód pnia na wysokości 5 cm nie przekracza 35 cm w przypadku topoli, wierzb, kasztanowca zwyczajnego, klonu jesionolistnego, klonu srebrzystego, robinii akacjowej oraz platanu klonolistnego oraz 25 cm w przypadku pozostałych gatunków drzew. Co nie mieści się w wyznaczonych ustawą widełkach musi być zgłoszone, w dodatku nie jest powiedziane, że zgodę dostaniemy. Ja już wiem, że w moim urzędzie pani, która odpowiada za zieleń miejską bardzo niechętnie zgody na wycinkę udziela. Aha jeśli jakieś drzewo lub krzew się wywróci, to też potrzebna jest zgoda na usunięcie, to akurat wiem z własnego podwórka, bo w wyniku wiatrów przewróciła się ogromna kalina (na 100% miała więcej niż 10 lat). Cały środek pnia był spróchniały, ale o zgodę na usunięcie i tak musieliśmy dostać.
Do domu są dwa wejścia. Frontowe, bezpośrednio na piętro i boczne na półpiętro. Na schodach frontowych rośnie ogromna wisteria. Wisteria to wieloletnie pnącze o pięknych fioletowych kwiatach, które układają się w długie grona. Nikt nie poświęcał jej za wiele czasu. rozrosła się niesamowicie. Pod schodami było kłębowisko pędów długości 6 metrów, nie udało im się zaczepić na balustradzie, więc leżały na ziemi bezlistne i zakurzone. Niektóre gałęzie spróchniały i uschły. Liści z niej też od dawna nikt nie grabił i nie sprzątał. Tylko na schodach leżało ich 20 centymetrów. świeżych i zbutwiałych, pewnie z zeszłego sezonu. Roślina jest wiekowa, bo najstarsze gałęzie są grubości mojej ręki. Kiedy ją zasadzono i zaczęła rosnąć, ktoś chcąc ją pokierować na balustradę zamiast użyć taśm czy choćby zwykłego sznurka użył DRUTU. Grubego, bo średnica ma 5-7 milimetrów. Wiele odrostów w ten drut powrastało, co doprowadziło do obumierania gałęzi. Jak widzę rośliny pospinane drutem to złości mnie to tak samo jak pies na łańcuchu. Nigdy tego nie róbcie. Wiem, że roślina nie ma uczuć, nie poskarży się, ale drut robi jej krzywdę, na deszczu rdzewieje, rdza wżera się w łodygi, ociera korę. Zwykły lniany sznurek jest zawsze lepszy od drutu. 

Dwa maratony w jeden dzień

Umowa kredytowa to pestka. W piątek zrobiłam maraton albo dwa, żeby załatwić wszystkie formalności.
Rano odprowadziłam Córkę do przedszkola i podjechałam SKM'ą do Pruszkowa, żeby podpisać umowę na prąd i gaz. Prąd w PGE załatwiłam od ręki, choć nie obyło się bez trudności, bo właściwy wydział mieścił się na pierwszym piętrze a ja z wózkiem. Razem z Młodym to jakieś 25 kg. W PGNiG dowiedziałam się, że nie ma już obsługi klienta w Pruszkowie i muszę podpisać umowę w Warszawie. Nie ma problemu. Wsiadłam w pociąg powrotny. Wysiadłam w Piastowie i w urzędzie miasta załatwiłam podatek od nieruchomości i gruntów oraz wywóz śmieci. Łatwo szybko i przyjemnie - wszystko na parterze. Pojechałam do Warszawy, do banku, zawieźć aneks do umowy, który musieliśmy podpisać. Z Banku, który jest w Centrum autobusem na Plac Starynkiewicza do Wodociągów. Wtachałam wózek na górę, weszłam do biura obsługi, a tam 40 osób, lekko licząc, przede mną... Młody znudzony już siedzeniem w wózku zaczął spacerować pomiędzy ludźmi, boso, więc wszyscy wkurzeni klienci zaczęli się uśmiechać. Warto czasem iść gdzieś z dzieckiem. Od razu wyłowiono mnie z kolejki i obsłużono poza nią. Nikt nie protestował, urok osobisty mojego syna złagodził ewentualny niesmak. Ostatnią pozycją na liście był wspomniany już gaz. Weszłam, kolejki nie było, ale umowy też nie podpisałam. W PGNiG upoważniona jest do reprezentacji byłej właścicielki inna pani niż ta, która podpisała z nami akt notarialny. Pani, która podpisała z nami akt notarialny w upoważnieniu ma zapisane, że jest upoważniona do WYDANIA NIERUCHOMOŚCI. Dla PGNiG nie jest to tożsame z tym, że może nam wydać liczniki... Jak powiedziała mi "urocza" pani w BOK, nie trzeba być właścicielem nieruchomości, żeby być właścicielem mediów... Chociaż w tym przypadku tak jest, oni mają inny wzór podpisu (niczym w banku) i do widzenia... Miałam ochotę skonsultować to z prawnikiem, ale nie mam na to czasu... Wyszłam z założenia, że wszyscy chcą żeby ktoś im za usługę płacił i mało istotne jest kto protokół zdawczo-odbiorczy podpisał. Z takiego założenia wyszło PGE, nikt tam mnie nie pytał o akt notarialny, ani o podpis złożony na protokole, ale PGNiG ma SWOJE PRZEPISY... Jeśli interpretacja rzeczonych przepisów jest tylko interpretacją pani w okienku to trudno, źle trafiłam, ale jeśli dotyczy całej spółki to moi Państwo w PGNiG: chciałam zauważyć, że nadrzędne są przepisy państwowe, a nie Wasze wewnętrzne...
Wspaniałe Panie z biura Nieruchomości, skontaktowały się z Panią Grażynką, która opiekowała się domem i jest upoważniona w gazowni do reprezentowania byłej właścicielki domu. Pani Grażynka wieczorem, jeszcze w piątek podpisała ten dokument i w poniedziałek będę mogła załatwić sobie gaz!
Opisana trasa wydaje się być krótka i łatwa do pokonania, ale w przedszkolu byłam o 8:50 a w domu o 15:25. W tym czasie Młody zjadł 2 posiłki i spał 2 razy.

Tadam!


I oto są! Nasze klucze. Odebrane wczoraj popołudniu. Już część rzeczy udało nam się przewieźć. Najbliższe dni będą tak właśnie wyglądały. Pakowanie, wożenie, rozpakowywanie. Ale warto!

Konik

Każdy ma swojego konika. Niektórzy mają ich kilka. Inni chcieliby mieć małego konika (np. moja córka, chce też krowę i kurki. "Ale mamo mogły by spać w garażu"). Moim konikiem są rośliny. Uwielbiam sadzić, siać, ciąć, plantować i mieć brudne ręce, brudne od ziemi. Na balkonie mamy zawsze oprócz kwiatów, zioła, pomidory, ogórki, groszek zielony, szczypiorek. W tym roku mieliśmy też posianą pszenicę i posadzone bataty w celach naukowych. Dzieci kochają eksperymenty. Róbcie je razem. A bataty mają piękne, bordowe, bardzo dekoracyjne liście.
Jesień w tym roku zachwyca i trwa. Niech trwa jak najdłużej, bo w ogrodzie mam sporo do zrobienia. Od grabienia, przez pierwsze wycinki do sadzenia. Mamy kilka starych drzewek owocowych. Rajskie jabłuszka i śliwkę. Jabłonki są do wycięcia bez dyskusji, śliwka ma jeszcze szansę. W zależności od tego jak będzie owocować i czy będzie. Ogrodzenie jest porośnięte dzikim winem. Trzeba wszystko wyrwać, oczyścić. Mamy też pnącze na elewacji. Trzeba je odciąć, wykopać a ścianę oczyścić. Chociaż wygląda to malowniczo to jednak taka roślina trzyma na murze wilgoć i robactwo. Obok domu rośnie piękny, duży orzech włoski. Warstwa liści pod nim ma 10 centymetrów, a są jeszcze liście innych drzew i krzewów. Ponieważ działka jest narożna mamy tylko jednego sąsiada. W granicy z jego działką rosną świerki i daglezje. Ten szpaler też wymaga pewnej pielęgnacji.
Kocham kwiaty. Lubię gdy stoją w wazonie i teraz w naszym mieszkaniu mamy kwiaty praktycznie zawsze na stole. Dba o to także Asia, która kocha kwiaty tak jak ja. Odkąd zdecydowaliśmy się na zakup domu kupowałyśmy różne cebulki do ogrodu. Teoretycznie rośliny cebulowe można wysadzać do końca listopada. Stąd mój jesienny entuzjazm. Liczę na to, że przed przymrozkami i śniegiem zdążę to wszystko do ziemi wsadzić. A jest tego sporo. 80 cebulek krokusów, 40 cebulek szafirków, 30 żonkili, 30 tulipanów, 30 irysów, 20 szachownic, 20 kamasji, 10 hiacyntów i kilka czosnków ozdobnych. Jeśli to wszystko urośnie, wiosną będziemy mieć dywan z kwiatów. Tymczasem trzymajcie kciuki za pogodę. W przyszłym tygodniu na pewno będziemy mieć klucze :)

Czekanie

Od pakowania gorsze jest czekanie. Cały czas na coś czekamy. Najpierw czekaliśmy na odpowiedni dom (to akurat poszło dość szybko). Potem kilka tygodni negocjowaliśmy cenę. Później załatwialiśmy banki. Jeden bank osobiście, drugi przez doradcę finansowego (może jeszcze będzie o tym post). Czekaliśmy na decyzję z banków. Pierwszy bank uwinął się w dwa i pół tygodnia drugi się nie śpieszył, a my czekaliśmy i czekaliśmy. Ostatecznie zadecydowaliśmy, że czego bank nr dwa nam nie zaoferuje to i tak weźmiemy bank nr jeden. W pierwszym już mieliśmy umówione spotkanie, a wtedy drugi udzielił nam odpowiedzi i przedstawił warunki. Były gorsze :). Podpisaliśmy umowę kredytową, podpisaliśmy akt notarialny.
Czekamy na przelew. Ale najbardziej czekamy na klucze. Chcielibyśmy do końca miesiąca się przeprowadzić. Mieliśmy cichą nadzieję, że po podpisaniu aktu notarialnego dostaniemy chociaż jeden komplet kluczy, żeby przewozić już rzeczy. No przecież nie ukradniemy domu... Ale nic z tego, musimy czekać...
W banku powiedziano nam, że muszą mieć termin na wypłatę minimum siedmiu dni. Tak naprawdę potrzebują pięciu, a w praktyce wypłacają w 3 dni. Chciałabym bardzo żeby tak było, oznaczałoby to że w piątek moglibyśmy już odebrać klucze :)

Trzymajcie kciuki za tę ekspresową obsługę!

Pakowanie

W poniedziałek podpisaliśmy umowę w banku, w piątek podpiszemy dokumenty u notariusza.
Powoli, nieśmiało, zaczynam pakowanie. Nawet nie wiedziałam ile my mamy rzeczy. Strasznie nie lubię zbierania, wszystko co uznaję za niepotrzebne wyrzucam. Jeśli coś leży w mojej szafie nieużywane przez sezon, wylatuje. Ale mimo wszystko RZECZY mamy dużo. Dziś spakowałam dwa wielkie pudła. W jednym zmieściły się TYLKO zdjęcia i obrazy. W drugim małe lampy i to też nie wszystkie. Mój mąż kolekcjonuje lampy. Mamy ich w domu około stu. Część nigdy nie trafiła do mieszkania, cierpliwie czekają w piwnicy. Są najróżniejsze. Lampy górnicze, naftowe, olejowe, karbidowe, kolejowe, stołowe. Niektóre przerobiono na elektryczne. Trzeba je pakować bardzo ostrożnie, bo szybki są delikatne. Kominki trzeba zawinąć osobno, nic się może się zgnieść. Mamy na przykład lampy z lat trzydziestych, do nich szybki nie uda się dokupić...
Dość łatwo spakować ubrania, ale już pakowanie kuchni odrobinę mnie przeraża. Talerze, kubki, pucharki, kieliszki, miseczki. Garnki, roboty, miksery, blachy i formy... Pokój dziecięcy, biblioteka. Książek mamy tyle, że półki się uginają pod ich ciężarem... Na koniec piwnica. Tam już mamy tyle rzeczy, że niektóre stosy sięgają sufitu. Tu krótka dygresja. Jeśli ktoś będzie Wam mówił, że syndrom wicia gniazda dotyka tylko kobiety i to ciężarne, wspomnijcie moja słowa. Mój mąż ma syndrom wicia gniazda. I kupuje. Także mamy już kosiarkę i podkaszarkę. Łopatę, grabie, szufle do śniegu. Namiot ogrodowy i ogrodowe krzesła. Oraz wiele, wiele innych rzeczy kupowanych od sierpnia :).
Po pakowaniu i przewożeniu rzeczy. Dokończymy odświeżanie mieszkania (salon i kuchnię już odmalowaliśmy). Wszystko wysprzątamy i będziemy oczekiwać naszych lokatorów!

Tak bardzo chciałabym mieć już klucze.
© Agata dla WioskaSzablonów | Technologia blogger. | Freepik FlatIcon